Największa na świecie społeczność organizująca kampanie

Pani Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska: Wzywamy do niedyskryminowania rodzin edukacji domowej!

Pani Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska: Wzywamy do niedyskryminowania rodzin edukacji domowej!
  
  

 


Dlaczego ta sprawa jest istotna

Szanowna Pani Minister,

Jako rodzice dzieci spełniających obowiązek szkolny poza szkołą, a także sympatycy edukacji domowej, wnosimy niniejszą petycję, domagając się
zmiany rozporządzenia w sprawie sposobu podziału części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w roku 2016, podpisanego przez Panią w dniu
22.12.2015r.

Jesteśmy przerażeni drastycznymi cięciami subwencji na dzieci spełniające obowiązek szkolny poza szkołą. Wnosimy
o całkowitą rezygnację z tego zapisu lub proporcjonalne obniżenie WSZYSTKICH subwencji, dzięki czemu zachowana zostanie zasada sprawiedliwości przy ich podziale. W dodatku z dalszych sugestii rozporządzenia wynika, iż jest to
dopiero początek i należy spodziewać się kolejnych cięć krzywdzących tę formę nauczania.

Bezpośrednim następstwem takiego działania jest łamanie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, która mówi:

Art. 32.
1.
Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez
władze publiczne.

2.
Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.


Zapisy rozporządzenia w nowym kształcie wprowadzają podział między obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej na lepszych i gorszych. Nie daje się wyboru rodzicom. W naszym odczuciu może to znacznie ograniczyć samodzielność w prowadzeniu przez rodziny swoich dzieci własną drogą.

Obniżenie subwencji przyniesie negatywne skutki w następujący sposób:

1. Większość szkół zacznie odmawiać wydawania
zgody na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą ze względu na ogrom pracy administracyjnej związanej z dokumentowaniem przynależności dziecka do szkoły, przebiegiem nauczania, bieżącymi kontaktami z rodzicami potrzebującymi wsparcia i często poprowadzenia. Nauczyciele muszą, oprócz nauczania w szkole stacjonarnej, przeznaczyć wiele dodatkowego czasu na przygotowanie się do zadań
edukacji domowej, za które należy im się wynagrodzenie w odpowiedniej wysokości. Jest więc nieprawdą, że szkoły nie ponoszą dodatkowych kosztów, z wyjątkiem egzaminowania dzieci. W szkołach, do których zapisani są uczniowie edukacji domowej, dyrekcja i grono nauczycielskie prowadzą właściwie dwie szkoły, a nie jedną.

2.
Szkoły niepubliczne zaczną pobierać od rodziców dzieci uczonych w domu miesięczne czesne oraz wysokie opłaty za
egzaminy, a szkoły gminne będą odmawiały wydania zgody na edukację domową, gdyż będzie to generowało straty. Takie działania muszą w konsekwencji doprowadzić do upadku edukacji domowej w Polsce. Realia w naszym kraju nie dają, niestety, niemal żadnej alternatywy (poza edukacją domową) dla rodziców, którym zależy na zgodnym z ich sumieniem i światopoglądem wychowywaniu dzieci. Szczególnie
rodzice niezamożni, z małych miejscowości, są zdani na posyłanie dzieci do szkół publicznych, gdyż innych bezpłatnych w okolicy nie ma.

3. Wzrośnie liczba zamykanych małych szkół, zwłaszcza prowadzonych przez fundacje i stowarzyszenia, dla których dotacje na kilkoro dzieci edukacji domowej są ogromną pomocą w utrzymaniu małej, wiejskiej placówki. Po wejściu w życie rozporządzenia, o którym mowa, fundacja
lub stowarzyszenie nie będzie w stanie utrzymać szkoły z tak drastycznie obciętymi subwencjami. Tak więc należy się spodziewać, że coroczna liczba ponad 500 szkół zamykanych przez wójtów i burmistrzów, powiększy się o placówki publiczne
lub niepubliczne, prowadzone z dobrym skutkiem przez fundacje, stowarzyszenia lub osoby prywatne.

4. Wielkie szkoły gminne, które już i tak są są przepełnione do granic możliwości, ulegną dalszemu zagęszczeniu z
uwagi na nadchodzącą falę likwidacji małych obiektów, o czym była mowa w punkcie 3. Liczba dzieci w każdej klasie powyżej 30 nie będzie rzadkością. W tak licznej klasie nawet najlepszy nauczyciel nie jest w stanie wiele nauczyć.
Jeżeli ktoś mówi, że jest inaczej, nie ma pojęcia, co się naprawdę dzieje w takich szkołach. Dlatego od najmłodszych lat obowiązki szkoły przerzucane są na dom rodzinny w formie nadmiernej ilości zadań domowych. Rodzice, zamiast
spędzać czas z dzieckiem, zmuszeni są uczyć je tego, czego nie nauczyła szkoła.
Najgorszym jednak rezultatem jest nieuchronne zatracanie więzi rodzinnych.
Rodzice i nauczyciele stają się bowiem zagrożeniem, a nie ochroną, gdyż nie zaspokajają naturalnych potrzeb dzieci do zabawy i beztroskiego spędzania czasu w rodzinie.

5.
Poprzez obecne rozporządzenie zabiera się rodzicom szansę wyboru pójścia własną drogą. Często tę drogę wybierali oni pod wpływem dramatycznych zdarzeń, jakie miały miejsce przy udziale ich dzieci.
Dopiero dyrektorzy małych szkół udzielili im autentycznego wsparcia, na tyle, na ile było ich stać.

Zgodnie z wyliczeniem dokonanym naprędce, w kraju mamy obecnie ok. 3,5 mln uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych.
Natomiast liczba edukacji domowej waha się w przedziale 1,5-3 tysiące dzieci.
Czy oznacza to, że kosztem garstki małoletnich usiłuje się uzdrowić i poprawić sytuację finansową ogromnej masy uczniów w całym kraju?
Z naszych wyliczeń wynika, że gdyby zmniejszyć subwencje na wszystkie dzieci w Polsce o kwotę ok. 3-4 zł rocznie (25-35 gr miesięcznie), państwo zyskałoby dokładnie tyle samo, ile zyskuje teraz na obniżeniu subwencji na edukację domową. Zachowane zostałoby jednak poczucie sprawiedliwości społecznej.

Rodzice pragną dobrej szkoły dla swoich dzieci, ich bezpieczeństwa i pomocy w wychowywaniu. Skądś się bierze przecież ta wielka fala krytyki społecznej. I nie tylko społecznej. Naukowcy, uczeni, znawcy problematyki oświatowej biją na alarm. W jednym z raportów z kontroli NIK (rok 2004) stwierdzono: "Szkoła publiczna jest jednym z
najbardziej podejrzanych miejsc, w jakim przebywają dzieci i młodzież szkolna"... A stan ten z dnia na dzień tylko się pogarsza.

W sytuacji, kiedy Ministerstwo zdecyduje się jednak obniżyć wysokość subwencji oświatowej dla dzieci edukacji
domowej, pozostała kwota tej subwencji powinna zostać przekazana bezpośrednio rodzicom, aby mieli za co opłacać czesne i egzaminy. Chyba że Ministerstwo
„uwolni” edukację domową, jak ma to miejsce np. w Anglii, i pozwoli na uczenie dzieci w domu bez konieczności zapisywania ich do szkoły i zdawania egzaminów.
Chociaż i wtedy, jeżeli mówimy o niedyskryminowaniu, rodzice powinni otrzymywać całość subwencji oświatowej w części przypadającej na ich dzieci. Przecież subwencja
oświatowa pochodzi również z naszych podatków.

Bolejemy też nad faktem, że w tak ważnej kwestii, jak wysokość subwencji na dzieci edukacji domowej, nie zostały
przeprowadzone żadne konsultacje społeczne. W rozporządzeniu powołuje się Pani wyłącznie na opinie samorządów terytorialnych. Samorządy, w wypadku szkół
niepublicznych, do subwencji ministerialnych nie dokładają żadnych własnych pieniędzy. Gdyby ujednolicić ten system również na szkoły publiczne, można by uznać go za względnie sprawiedliwy. Pod warunkiem, że subwencja na dzieci edukacji domowej byłaby równa tej na dzieci uczęszczające do szkoły.

Przerażający jest też zapis, że obniżenie tegorocznych subwencji oświatowych jest początkiem dalszych obniżek. Czy więc obecny rząd zamierza doprowadzić do całkowitego zniszczenia edukacji domowej? Czy obecne działania są kontynuacją wygaszania Polski? Czy publiczna deklaracja,
jaką wygłosiła Pani Premier Beata Szydło swego czasu, nie dotyczy dzieci edukacji domowej: Dziecko to jest inwestycja. To nie jest koszt. Rodzina to jest inwestycja. Państwo powinno pamiętać, że inwestowanie w rodziny to inwestycja w naszą przyszłość.

Z poważaniem,
Rodzice i sympatycy edukacji domowej

Opublikowane grudnia 23, 2015
Zgłoś tę petycję jako niewłaściwą
Kliknij, aby skopiować: